czwartek, 30 października 2008

jueves

W obawie o to, ze tego bloga spotka ten sam los, co moje wszystkie poprzednie blogi, dzienniki i pamietniki, postanowilem cos napisac. Kiedy sie zalogowalem na swoje konto na blogspocie, okazalo sie, ze martwi sie o mnie nawet kosmos. "Ten blog został zidentyfikowany jako potencjalny blog zawierający spam. Czytelnicy będą informowani o tym fakcie za pośrednictwem strony ostrzeżenia, dopóki blog nie zostanie sprawdzony." Zaczynajac pisac bylem swiadomy, ze moj styl pisania nie mieszka w sasiedztwie Sienkiewicza, ale tez nie sadzilem ze jest na tyle tragiczny, zeby okreslic go jako spam.

Nie chce mi sie wracac do college'u. Dobrze mi tutaj u rodzicow. Gotowe cieple posilki, dni spedzone przed Ftv, tvn style i zone club, z kawa i kotem pod reka. Totalna wegetacja, ale jaka przyjemna. Tak mi przypadl do gustu styl zycia pasozyta, ze chwilowo zapomnialem o tym, ze nie pieprzylem sie od tygodnia. Nie zrobilem nic ze sterty swoich obowiazkow. Pakuje sie w kolejne klopoty z nieswiadomym usmiechem na gebie i swiadomoscia w glowie, ze moja glowna cecha jest budowanie sobie problemow. Tak po prostu. Zeby miec sie z czym spierac i zeby zycie nie bylo za nudne. Tylko czasami zapominam, ze niektorym ze swoich z-nudow-wymyslonych problemow, powoli nie daje rady stawic czola. Sposob na to? "Nie moge o tym myslec, zaraz mi leb rozsadzi. Ide spac."

Brak komentarzy: