niedziela, 2 listopada 2008

domingo

Dzisiaj wieczorem wracam do siebie. Przeraza mnie ilosc syfu, ktory zostawilem za soba. I to, ze nawet nie szukalem akcesoriow do sprzatania podczas przerwy.

Zalety mieszkania u rodzicow:
1. Gotowe jedzenie
2. Prawie pusta lista obowiazkow
3. Poklady wolnego czasu, wykorzystane na robienie mojego ulubionego - niczego (czytanie ksiazek, sluchanie plyt, ogladanie sufitu)
4. Powstrzymywanie sie od nadmiernego palenia (wczoraj nie palilem w ogole!!)
5. Ktos zawsze jest pod reka, zeby posluchac tego, co mam do powiedzenia. I w odroznieniu do mojego partnera, sluchacz zrozumie co mowie. (Downside: nie moge mowic od wszystkim)
6. Spotykanie sie ze znajomymi, z ktorymi wydaje sie, ze tak swietnie sie rozmawia. A prawda jest taka, ze to wrazenie spowodowane jest tylko i wylacznie tym, ze nie rozmawialismy przez pare ostatnich miesiecy i kazdemu po kolei opowiada sie te same historie, w dokladnie ten sam sposob, uzywajac tych samych zartow slownych, ktore przypadkowo wpadly na jezyk jak mowilo sie o nich pierwszy raz.
7. Zaleta posiadania znajomych w dwoch bardzo oddalonych od siebie miejscach (warunek: dwie grupy sie nie znaja) - gwarancja opowiadania swietnych przypadkow kazdej z grup o kazdej z grup.
8. Ludzie, z ktorymi mieszkam naprawde mnie kochaja i sie mna przejmuja, chociaz okazuja to na rozne, dziwne i czasami nie do konca przeze mnie rozszyfrowane sposoby.


O wadach nie bede pisal, bo boje sie, ze moga przewazyc.

Brak komentarzy: